Może tytuł nie do końca jest adekwatny efektowi, do którego dążyłam, więc każdy może nazwać go sobie na swój sposób :)
Jak co roku, gdy przychodzi wiosna (mimo, ze w tym roku ciężko przechodzi nam to słowo przez gardło), biorę się za wiosenne porządki. Oprócz generalnego sprzątania w mieszkaniu, moja szafa również przeszła gruntowny przegląd. Przy każdych porządkach, odkładałam ubrania które "przydadzą się do sprzątania", "będą na farbowanie włosów", "gdy będzie trzeba się pobrudzić" itd. Tym razem zawzięłam się i bez skrupułów zbędne koszulki, spodnie czy sweterki wrzuciłam do plastikowej torby.
Są też ubrania, których nie zakładam już zbyt często lub w ogóle, ponieważ znudziły mi się, coś w nich jest "zepsute" lub ich wzór nie należy do najmodniejszych w aktualnym sezonie. Szkoda jest je wyrzucać, biorąc pod uwagę, że są one w dobrym stanie. W takie ubrania można tchnąć "nowe życie". Odłożyłam kilka takich rzeczy i biorąc w ręce każdą po kolei, zastanawiałam się co mogłabym w niej zmienić. Mając już plany na każdą bluzkę, czy sukienkę, mogę przystąpić do działania.
Rok temu kupiłam w Bershce za ok 50zł koszulkę, w której się zakochałam. Zupełnie inny krój niż inne, siateczka na plecach dodatkowo zrobiła na mnie wrażenie.
Niestety po wiosenno-letnim sezonie zszarzała i przestała dobrze układać się na ciele. Postanowiłam coś z tym zrobić. Przeglądając trendy na nadchodzący sezon, zaciekawiły mnie cieniowane bluzki i moda na ciuchy "poplamione wybielaczem". Kupiłam więc barwnik do tkanin i wybielacz.
Zamoczyłam bluzkę do połowy w misce z barwnikiem na pół godzinki, później po wypłukaniu rozłożyłam ją w wannie. Wybielacz przelałam do butelki z dyfuzorem (np. po płynie do szyb) i spryskiwałam miejsce łączenia się zabarwionego fragmentu z resztą materiału, by uzyskać efekt rozmycia i właśnie tego "poplamienia wybielaczem". Później tylko do pralki i gotowe :)
Efekt końcowy:
Jeśli znacie inne sposoby na odświeżenie ubrań, z chęcią je poznam i możliwe, że wykorzystam następnym razem. ;)